#N!ieufnie - sceptycyzm metodologiczny?
Ktoś, kogo znam z otwartości umysłu, zasugerował mi, żebym napisał tu coś o wrażliwości. We goin'.
Ta sama osoba zapytała mnie po przeczytaniu poprzedniego felka, czy mam zamiar wypuścić książkę. Fajnie byłoby na temat publikacji papierowych poczytać coś w komentarzach - i, uwaga - ja wierzę, że ktoś wyrazi swoją opinię.
Jeśli chodzi o kwestię wrażliwości, chciałbym rozpatrzyć ją w pewien tendencyjny, jak to dzisiejszemu obiektywizmowi się śni, sposób.
Otóż - weźmy sobie na przykład takiego człowieka. Uznajmy, że jest to w każdym z czytających przypadków ...:::JA:::...
Jesteś tu, JA?
Okej. No to zobacz - zazwyczaj w Twoim życiu jest tak, że chcesz coś wiedzieć. Poziom intensywności tej wiedzy oraz odsetek trudnych do przetrawienia w toku codziennych rutyn informacji bywa nieziemsko trudny do ustalenia jako zamierzony wcześniej koncept.
Wszystko leży w potrzebach. W wychowaniu, pojmowaniu rzeczywistości przez pryzmat odbiornika elektronicznego - kończąc wreszcie na podświadomym wypieraniu tego, co zdaje się rujnować w przyjęciu nasz budowany w bólach lub niebólach światopogląd.
A gdzie po te informacje tak w zasadzie sięgamy? Robimy to tak, jak chcemy - bo na wiele sposobów z informacją obcować możemy.
Chciałbym zwrócić uwagę na pewną kwestię, która jest kluczowa, a wydaje mi się, że jest jeszcze niemodna.
Nikt nie podaje prawdy. Powtórzę - nikt nie podaje prawdy.
Na tego typu sformułowania mogę sobie pozwolić, ponieważ nie jestem aktualnie de facto pracownikiem żadnej redakcji - nie ma mnie na etacie w mediowej działalności gospodarczej, nie piszę również jako freelancer dla nikogo (nawet recenzji płyt, czy spektakli).
Jedyne, co mnie tutaj łączy z potencjalnymi pieniędzmi, to teoretyczna możliwość zarabiania z Google na wyświetlanych tu reklamach (kiedy rzesza odbiorców korzysta z adblocka, a jeszcze mniejsza w ogóle kiedykolwiek raczy spojrzeć na moje niewygodne, acz z poczuciem misji, wypociny).
Dlatego, w imię jedynej chyba solidnej mej dziennikarskiej niedziałalności zalety - JA MAM WOLNOŚĆ SŁOWA.
Nikt nie podaje prawdy.
Szanowny Odbiorco - to nie działa tak, że jeżeli spojrzysz na informację publiczną i zobaczysz, że coś Ci się w niej nie podoba, to znaczy, że patrząc na informację prywatną, zobaczysz coś, w co już wypada uwierzyć - no bo niby komuś trzeba w końcu zaufać - nie.
Jedna ze stron osi obniża swój poziom i uprawia stymulację niegodną, druga ze stron tej osi zaś ubiera się w powierzchowną doskonałość - robiąc to dlatego, bo ma na to środki.
Każdy, kto mówi i go słychać, ma na to środki.
Każdy, kto mówi, i pozostaje bezkarny - ma na to środki.
Każdy, kto mówi, i zdobywa społeczne zaufanie - ma na to środki, poparte zleconymi w określonym celu badaniami, na które miał odpowiednie środki.
Im bardziej triggerująca dana informacja jest, tym bliższa niewygodnej prawdzie może się zdawać.
Czy to, w co wierzysz, usypia Twoją czujność?
Tak.
Czy to, w co wierzysz, jest mądrzejsze od sąsiada, rodziny i lokalnego lekarza?
Tak.
Czy to, w co wierzysz, jest przez Ciebie bronione, kosztem sąsiada, rodziny i lokalnego lekarza?
Jest.
Czytasz to jako widz państwa, czytasz to jako widz prywaty, czytasz to jako widz alternatywnej prywaty, czytasz to jako widz radykalnej konserwy i jako widz neoliberalnego neoliberalizmu.
Bronisz swego, choć w istocie żaden z interesów nie należy do Ciebie - nie do końca zależy też od Ciebie.
Gdyż w większości stanowisz przykład odbiorcy pasywnego.
Nie ufaj.
Mnie także nie.
Nie uważaj, że to, co oglądasz, czytasz, lub to, czego słuchasz, to autorytet. Biologicznie go potrzebujesz, zaś realistycznie nigdy go nie dostaniesz.
Zainstaluj agregator treści. Dodaj do niego opcje, które kochasz oraz opcje, które tępisz.
Spójrz na świat okiem sceptyka - coraz mniej Cię zrozumie, ale czy naprawdę powinno się woleć wygodę?
#N!ieufny. Wrażliwy?
Comments
Post a Comment