Czo ten Parler
Tworzę posta. W prawdzie miało się to odbywać w języku angielskim, ale poczułem, że mam potrzebę wyrazić coś w sposób bezpośredni. Prawdę mówiąc, nie wiem nawet, kto dziś czyta takie blogi i po co. To oczywiście docelowo ma być strona www, która przedstawiać będzie wszystko, co potrafię zrobić w formie profesjonalnej. Nie zmienia jednak nic faktu, że procesy kreatywne w przypadku każdego człowieka mają swoje własne, trudne jednak do przełamania, prawa.
Praca nad sobą? Tak. Choć jeszcze nie tak dawno temu owe sformułowanie mnie denerwowało. Zdawało się zbyt modne. Zbyt modne, by tę emocję brać i wyrażać. Skołatany ilością form twórczych, które "wzięły i się wybiły", brałem i bałem się zdecydować na docenienie tej formy mnie samego, która jest tak naprawdę po prostu prawdziwa.
Co robisz podczas spotkań ze swoimi znajomymi? Masz przyjaciół? Wiesz, że da się ich mieć także poza kreskówkami oglądanymi w dzieciństwie? Pisząc to, zastanawiam się, czy modnym nie byłoby dziś skasować tak osądzającej zapewne z góry refleksji - gdy portal już się vveźmie i vvybije.
Ale ja uważam, że odpowiedzialność za to, co się napisało, prawdopodobnie brać umieć trzeba - a nawet #N!ależy, jak chciałoby się teraz mi napisać. Lecz nie zamierzam ufać samemu sobie na tyle, by planować zwojować intelektualno-egzystencjalny świat w pojedynkę. To też nie tak...
...no bo jak ma być? Czy ten artykuł w zasadzie w ogóle jest o czymś?
Jest - i nie jest. A to nie jest już pytanie.
Bo namawiam samego siebie do wykonywania pewnego działania. Bez kontynuacji, nie przegram - i także nie wygram.
Co teraz robię? Tu, kurwa, w tym momencie. Doceniam swoją stylistykę piśmienną. Tego nie zrobi w obecnej sytuacji nikt poza mną - a to jest prawda.
Jeżeli masz przyjaciół, to czy opowiadałeś im kiedyś o swoich owocach pracy nad wydarzeniami, nawiązywaniu relacji z redakcjami, czy wkładaniu serca w prowokacyjne i odważniekreatywne pisanie na wymierającym rzekomo Facebooku?
Czo ten Parler - bo o samym jego właścicielu pisać nie będę - wzmianki chodne zaniżają zasięgi tym, którzy za te zasięgi dodatkowo nie płacą - taką teorię posiadam i póki sytuacja rozgłosowa się nie zmieni - mieć raczej będę.
Jaką wartość tak właściwie wytwarzam?
Podobno jedynym, co tak naprawdę potrafię w życiu robić, jest gra na gitarze elektrycznej - w tym podobno jestem nie do zachędożenia. Natomiast nie wiem, co tak naprawdę w formie wideo mógłbym z tą gitarą robić. Nie mając cycków i makijażu kariery prawdopodobnie nie zrobię. Ohoho, jakże seksistowkie to teraz było. Co nie?
Nie.
Czy powinienem zacząć tworzyć -toki na temat Parlera? Pytanie sformułowane jako tako w ciemno.
A co to w ogóle jest ten cały ZELARATH? To jakaś Twoja nazwa? Tak mam Cię nazywać?
- ZELARATH to nazwa uniwersum, przybierająca w razie potrzeby nazwę zespołu, gdy chodzi o muzykę, którą tworzę.
- Thom Aralez to moje pseudonim artystyczne, choć gwoli ścisłości wolę traktować je jako po prostu i nie wprost - alter ego (alter echo? altar echo?)
- #N!ależy to forma słowna mająca na celu poprzeć oraz wzbudzić w odbiorcy postawę godną podziwu. "Rób to, co do Ciebie #NALEŻY!")
Wtf
ReplyDelete